Grzegorz

Współczesny Mag

Description:

Postac obrazPostac obraz 2Postac obraz 3

Bio:

Magia.

Każdy wie o co chodzi. Ognista kula, lodowy pocisk, kontrola umysłu i takie tam. Wszyscy też wiedzą, ze jest to kompletnie niemożliwe… I tutaj mam dla wszystkich niespodziankę – Magia istnieje! Jest prawdziwa jak cholera. Nie mam co prawda pojęcia kto może zostać magiem, ile jest magii na świecie i jakie konkretnie czary można uzyskać, ale wiem na pewno ze istnieje i można jej używać.

W końcu sam jestem magiem…
Ale może lepiej zacznijmy od początku.

Zanim dowiedziałem się o istnieniu magii bylem zwykłym chłopakiem. Nie wiele specjalnych umiejętności, nie umiałem walczyć mieczem ani walczyć gołymi pięściami. Nie warzyłem mikstur ani nie specjalnie interesowałem się okultyzmem. Jasne, zawsze lubiłem magię, ale taką w grach. Gry komputerowe, rpg, planszowe – w tym wypadku zawsze byłem władcą magicznych mocy. A na co dzień bylem pracownikiem dużej firmy pośrednictwa nieruchomościach, żyłem raczej z miesiąca na miesiąc i miałem nadzieje, ze kiedyś wydarzy się w moim życiu cos interesującego.
Cos interesującego obejmowało dwie rzeczy – wygrać na loterii tak dużo pieniędzy, zęby nie musieć się przejmować doczesnością i zostać magiem w wyobraźni lub zostać magiem na prawdę. Obydwie opcje były równie mało prawdopodobne, zatem miałem całe życie żeby czekać aż któryś z tych celów się ziści. Jak się okazało nie musiałem czekać aż tak długo.

Na koniec 2012 roku sprawy uległy zmianie. Miałem wtedy 25 lat. Na stanie jeden pies, jedna mama i jedna dziewczyna. Praca – jest. Mieszkanie – niewielkie ale jest. Pasja – aż za dużo. Zanim przejdę do rzeczy dodam tylko, ze w międzyczasie zainteresowałem się kolejna rzeczą, strzelaniem. Z pistoletu. Z łuku już kiedyś strzelałem ale była to głownie zabawa kiedy byłem dzieckiem. Pistolet był czymś nowym, czymś poważnym – nadal jest. I pamiętaj drogi czytelniku, to że istnieje magia nie oznacza jeszcze, ze pistolety są nieefektywne. W niektórych kwestiach spluwa nadal jest niezastąpiona.

Ok, wiecie już, ze nie będe Wam pisał o starych dobrych czasach średniowiecza w jakimś wymyślonym świecie. Mówimy o tu i teraz. Nasz świat, nasze czasy. I jakby to nieprawdopodobnie nie zabrzmiało to wszystko jest prawda. Zdecydowałem się poprowadzić ten pamiętnik/dziennik/zapis moich przeżyć aby dać upust napięciu które towarzyszy mi od jakiegoś czasu.
Bo widzicie, nie mogę jeszcze nikomu powiedzieć o tym wprost. Postaw siebie na moim miejscu. Wędrujesz sobie spokojnie wieczorem do domu po całkiem ciężkim dniu pracy. Idziesz ta sama trasa co zawsze. Jest ciemno (zawsze wracałem do domu po zmroku), zima zaczyna przejmować świat i czujesz chłód na całym ciele. I nagle tuz przed Wami zauważacie opasłe tomiszcze. Wiecie, wielka księga oprawiona w rdzawo-brązowa skórę, nieco wysłużona, miejscami wytarta. Na okładce widzicie napis w waszym rodzimym jeżyku (w moim wypadku jest to Polski) “Ksiega Magii”. Podnosicie? Do okoła w promieniu 0,5 kilometra nie ma żadnego przechodnia. Obok, po trasie szybkiego ruchu przejeżdża mnóstwo samochodów. Latarnie rzucają żółte światło a przed Wami leży cos, co potencjalnie może być obiektem, którego pożądaliście całe życie. Jeśli ktoś z Was mówi, ze przechodzi obok nawet nie zaglądając to na prawdę nie rozumiem ludzi. W każdym razie ja nie chciałem oprzeć się pokusie i nie żałuję. Schyliłem się, zajrzałem do środka (jasna sprawa, pożółkłe strony poszarpane na brzegach, na bank atramentowe pismo i ciężar porównywalny z kilkoma cegłami). W tym samym momencie zadzwonił mój telefon. To moja dziewczyna, Paulina, dzwoniła żebym szybko wracał do domu bo ma mi cos do powiedzenia. Powiedziałem, ze zaraz będę. Księgę wpakowałem do mojej torby na laptopa (w której nigdy nie nosze laptopa, zostaje on w biurze). Co ciekawe, początkowo myślałem, ze nie ma szansy aby taki tom zmieścił się do środka. Jak się okazało, pasował wręcz idealnie wypełniając dokładnie torbę oraz znacznie podnosząc jej wagę.

Kiedy już dotarłem do domu, w progu powitała mnie Paulina. Jak teraz o tym myślę wydaje mi się, ze było z Nią coś nie tak, ale wtedy bylem zbyt podekscytowany znalezieniem księgi. Nie powiedziała nic, zwyczajnie podeszła, wzięła moja dłoń i wsunęła mi na palec pierścień. Był to ciężki, masywny pierścień, widać było po nim, ze nie jest pierwszej świeżości. Cały był pokryty dziwnymi symbolami/pismem w nieznanym mi jeżyku (co nie jest takie znów trudne, znam tylko polski i angielski). Kiedy pierścień był już na moim środkowym palcu lewej ręki Paulina odwróciła się i wróciła do pokoju. Było to dziwne, żadnego “czesc”, “co słychać”, ale nie dziwniejsze niż księga którą znalazłem. Dziwniej zrobiło się chwilę później, kiedy Paulina znów pojawiła się w przedpokoju i powiedziała “czesc, co słychać?”… Nie spytałem o pierścień, jasne było dla mnie, ze nie wie lub nie pamięta co się przed chwila stało.
Nie robiłem sobie wielkich nadziei. Chciałem, aby była to prawdziwa księga magii ale podejrzewałem, że jest to raczej kolejna książka o “wspolczesnej magii”. Oczywiście zbadałem kiedyś i te drogę. Wicca, wysoka magia, niska magia, oobe itp. Drogi czytelniku – nawet jeśli któraś z tych rzeczy jest prawdziwa, to mi się nie powiodło uruchomienie tej magii. A wiedz, że umiem ciskać ogniste kule zatem mogę być w jakimś sensie autorytetem.

Takim oto sposobem stałem się posiadaczem Księgi magii.

Jak myślicie, co w XXI wieku robi jako pierwsze właściciel księgi magii? Czyta ja? Ogląda? Sprawdza w necie?
Ja zanim wyjąłem ja z torby myślałem gorączkowo gdzie ja schować… W dzisiejszym świecie magia która jest akceptowalna to iluzja, sztuczki, szachrajstwa. Każda inna forma to dewiacja, dziwactwo, głupota. Zatem księgę planowałem przeczytać jak najszybciej ale nie tego samego dnia. Nie było jak.

Zanim nadszedł kolejny dzień po drodze była jeszcze noc. Moja pierwsza i jedyna noc bez pierścienia. Rano, po jednej nocy bez pierścienia czułem się jak potrącony przez samochód – no dobra, może nie aż tak źle, ale zdecydowanie coś było nie tak. Czułem się starszy o kilka lat, nie miałem siły i myślałem, ze mam grypę. Oczywiście na początku nie pomysłem o pierścieniu. Nadal bylem podekscytowany wizja czytania mojej księgi (tak, już wtedy myślałem o niej “moja”).
Chorowałem bardzo rzadko, a nawet jeśli już zdarzyło mi się ulec chorobie nie trwało to długo. Zatem w pracy powiedziałem, ze zachorowałem ale na pewno niebawem wrócę, Paulina już zdążyła wyjść do pracy a ja zabrałem się do czytania.
W ciągu dnia miedzy pochłanianiem jednej strony a wizyta w kiblu z powodu mdłości przypomniałem sobie o pierścieniu. Wziąłem go ze stołu (paulinie po prostu powiedziałem ze go znalazłem i ze mi się podoba) i założyłem z powrotem na palec. Mdłości ustały prawie natychmiast. Pozostałe efekty również stopniowo ustępowały.
Co do samej księgi… no to jest ciekawa bestia. Po pierwsze, sama zmienia rozmiar, tak żeby było z niej wygodnie korzystać. Co oznaczało, ze łatwo będzie ja nosić w kieszeni. Po drugie, nie ma określonej ilości stron (w każdym razie ja nie znalazłem limitu). Spis streści nie jest konieczny. Zwyczajnie znajduje się to, czego się szuka automatycznie. Tak jakby księga czytała Twój umysł i sama podstawiała odpowiedzenie strony – oczywiście jeśli takie informacje zawiera. Jeśli chcesz w niej znaleźć informacje o hamburgerach, nie znajdziesz tam przepisu. Zamiast tego księga otworzy się na stronie z czarem tworzącym jedzenie.
Jak się okazało księga zawierała prawdziwe informacje – PRAWDZIWE ZAKLECIA!!! Sprawdzenie tego było dziecinnie proste. Kiedy już zrozumiałem jak działa sama księga wystarczyło czytać. Skupiłem się na wywołaniu ognia. Chodziło mi o jakikolwiek płomień spowodowany siłą mojej woli. To byłby dla mnie dowód, wiadomość która mówiłaby, że warto wertować to opasłe tomiszcze które wcale nie musi być opasłe.

Najpierw była metodyka. Jak zebrać moc, skąd czerpać energie i tak dalej. Okazało się, że nie tylko magia jest prawdziwa, ale dodatkowo jest jej kilka rodzajów. Rytualna magia, magia zaklęć, płynna magia. Czerpią one tez z różnych źródeł mocy. Z księgi wyszło mi na to, ze magia zaklęć jest “najpopularniejsza” i czerpie z wewnętrznych rezerw maga. Trzeba przeczytać zaklęcie, zapamiętać i skierować swoja energie/wole w działanie tego zaklęcia. Co ciekawe i o czym nie wspominają gry fantasty, wokalna część zaklęcia to nic więcej jak właśnie to – wokalna część zaklęcia. Jest też część, którą trzeba zapamiętać i wypowiedzieć w umyśle. A to nie są łatwe ani krótkie sentencje. Są to z reguły wielostronicowe zbitki słów, kształtów, ich ruchu, zmiany, odpowiednich dźwięków, smaków oraz odczuć. Ale oczywiście cześć wokalna tez jest ważna, jest po prostu tą łatwiejsza częścią. Tak oto poświeciłem dwa tygodnie na studiowaniu zaklęcia przywołania ognia. Sześć stron do zapamiętania i powtórzenia w głowie zakończone słowem – “ogien”. Wiem, mało oryginalne. I nie wiem czemu księga była po polsku, może każdy kto ją ma, czyta ją w swoim ojczystym języku.
Był też dodatkowy haczyk w całym tym zaklęciu – powtórzenie w głowie 6 stron miało zająć mniej niż sekundę. To była zdecydowanie najtrudniejsza cześć. Jeśli ktoś z Was próbował kiedyś nauczyć się technik szybkiego czytania to wiecie, ze jednym z podstawowych nawyków, których trzeba się pozbyć jest powtarzanie słów w głowie po tym jak je czytamy. Wtedy odkrywamy prawdziwy potencjał i szybkość mózgu. Rekordziści potrafią czytać po kilka stron na sekundę. A teraz dodajcie do tego fakt, ze zaklęcia już nie trzeba czytać, masz je zapamiętane w głowie, wystarczy tylko powtórzyć. To jest możliwe. Cholernie trudne, ale możliwe.
Dwa tygodnie. Cały ten czas myślałem tylko i wyłącznie o tym jednym zaklęciu. Powtarzałem je w głowie raz po raz. Czytałem, aby sprawdzić, czy na pewno wszystko dobrze zapamiętałem. Oczyściłem umysł z wszystkich innych problemów i wątpliwości. Chodziłem do pracy, odpowiadałem na pytania. Jadłem i piłem. Ale kiedy mój mózg miał wolną sekundę wracałem do zaklęcia. W końcu jeśli to się uda, myślałem, zostanę magiem.
Udało się. Koncentracja – słowo “ogien” – delikatny gest dłonią i chusteczka higieniczna zapłonęła jakby dotknąć ją zapałka. Och, jaki to był piękny płomyczek, jaki piękny widok – jedna, smutna chusteczka spalająca się w umywalce. Dym unoszący się cienka strużka piszący niemal w powietrzu “Triumf”.

Zostałem Magiem…

Kolejne 4 miesiące były bardzo intensywne. Godzenie pracy, życia codziennego i ćwiczenia magii nie było łatwe. Ale wierzcie mi, jeśli człowiek spełnia swoje marzenie życia, nie ma dla niego barier, których nie może przekroczyć.
Zapamiętywanie kolejnych zaklęć i sprawianie ze działają było bardzo budujące. Po jakimś czasie nauczyłem się wlać więcej mocy w jedno zaklęcie tak aby dało potężniejszy efekt. Następnie zdecydowałem się zgłębić płynną magię, tak zwaną magię syntatyczna. I jest to zupełnie inna para butów. Nie ma tam ani jednego zaklęcia. Magie tworzy się na podstawie słów kluczy i odpowiedniego kierowania woli oraz mocy w celu uzyskania pożądanego w danym momencie efektu. Dodatkowo ten rodzaj magii nie korzysta z wewnętrznych rezerw mocy maga. Czynienie takiej magii to naruszanie samej istoty świata. Do pewnego stopnia można korzystać z zasobów wszechświata. Jednak jeśli zbyt mocno chcemy manipulować istnieniem, trzeba się liczyć z możliwością, że kopnie ono nas w dupę. Mocno.
W końcówce grudnia 2012 roku posiadałem już niezły arsenał mocy. Zarówno gotowe zaklęcia latały po mojej głowie jak i umiejętność posługiwania się kilkoma słowami mocy. W międzyczasie poszedłem też kilka razy na strzelnice.

Wszystko to już nie dlatego, aby spełniać moje marzenia. A przynajmniej nie tylko dla tego.
Otóż wyobraź sobie, mój Drogi Czytelniku, ze księga nie odpowiadała na wszystkie moje pytania. A pytań było wiele. Czy są inne księgi? Czy są inni magowie? Jakie posiadają moce? Jakie mają zamiary? A co ze smokami? Inne fantastyczne stwory? Podróż w czasie? Inne światy i płaszczyzny egzystencji? Tyle pytań, tak mało odpowiedzi.
Postanowiłem nauczyć się jak najwięcej, trenować na to co może nadejść. A kiedy będę gotowy, spróbować samemu poszukać odpowiedzi. Ale najpierw miałem krótkie spotkanie z szara rzeczywistością…

Grzegorz

Magia w XXI wieku Xarilion